Dzielenie wspólnej przestrzeni

Izabela Falkowska

Do niedawna po tygodniu pracy miałam zwyczaj chodzić w niedzielne poranki do lasu na nordic walking. Relaks, zdrowie, przyjemność…Tę sielankę zakłócał jednak widok porozrzucanych śmieci. Nie jestem pewna czy wzrok mi się wyostrzał czy śmieci przybywało, faktem jest, że zaczęłam zwracać na nie większą uwagę. Butelki, puszki po piwie, torby foliowe, materiały budowlane, drzwi samochodowe i wiele innych. Podjęłam próbę zbierania tych śmieci, zabierając ze sobą worek, w którym gromadziłam napotkane po drodze odpady, by potem posegregować je i wrzucić do domowego śmietnika. Jednak dość szybko zdałam sobie sprawę, że nie dam rady zebrać wszystkich. Musiałabym zrezygnować z zabierania kijków, brać więcej worków, może wychodzić na krótsze spacery czy też robić selekcję, które śmieci zabrać, a które zostawić. Przy okazji moje uczucia zaczęły się zmieniać. Relaks i przyjemność niepostrzeżenie zmieniły się w poczucie przytłoczenia, bezsilności i gniewu. Na kogo? Na co?

Zaczęłam wyobrażać sobie, jak sprawcy tego zaśmiecania relaksują się pijąc piwo, a potem rzucają beztrosko puste opakowania w tę wspólną przestrzeń, bo niewygodnie im nieść je ze sobą… Czy uważają, że wszyscy możemy w ten sposób wyrzucać niepotrzebne, uciążliwe, niechciane śmieci? Czy może spodziewają się, że ktoś po nich posprząta? Może nawet ktoś powinien po nich posprzątać? A może w ogóle się nad tym nie zastanawiają… I jeszcze ci od budowlanych odpadów i części samochodowych. Oni chyba nie wyrzucili tego „po drodze”. Tu podejrzewam bardziej planowe i metodyczne działanie. I pewien wysiłek nawet. Specjalnie trzeba było przyjechać właśnie tu, żeby pozbyć się niełatwych do utylizowania rzeczy. Pozbyć się kłopotu. Konsekwencji swoich remontów… Może nawet rozglądali się dookoła, czy nikt ich nie widzi. To świadczyłoby o świadomości tego, co robią. Ale czy czują się winni? Boją się kary? A może czują się sprytniejsi od innych?…

W którymś momencie się ocknęłam. Pomyślałam, że moje fantazje podyktowane były bezradnością i złością i że zmierzam w stronę podzielenia świata i ludzi na tych ,,dobrych” i tych ,,złych”. Wówczas postanowiłam się opamiętać i… przypomniałam sobie o tym, czego doświadczyłam podczas wizyty w Japonii. Zaskoczyło mnie wtedy to, że nie ma tam żadnych śmietników w miejscach publicznych, ani na ulicach, ani na dworcach, ani w parkach. Mimo to nie widziałam nigdzie śmieci czy rzuconych niedbale niedopałków. Rozglądając się za miejscem przeznaczonym do pozbycia się opakowań po tym co zużyłam, skonfrontowałam się z frustracją, która wiązała się z koniecznością zweryfikowania własnych nawyków. Musiałam nosić swoje śmieci. I choć czułam nieodpartą chęć pozbycia się ich, to wstyd mi było rzucić je byle gdzie w tę japońską czystą przestrzeń związaną z odmienną kulturą i mentalnością. To kłopotliwe, niewygodne – nosić swoje śmieci. Bardzo to utrudnia swobodne zwiedzanie. Na krótką metę można to jakoś znieść, ale jak sobie radzić, gdy taka sytuacja trwa dłużej? Dzięki temu wspomnieniu poczułam odrobinę zrozumienia dla tych, którzy porzucili śmieci w lesie.

Mamy teraz szczególny czas – czas epidemii. Rzeczywistość zmieniła się, wydawałoby się, radykalnie. „Zostań w domu” – ten apel podyktowany dbałością o bezpieczeństwo przyniósł także zakaz chodzenia po lesie. Przerwał nagle nasze bezpośrednie kontakty z innymi ludźmi. Ale natura człowieka nie zmieniła się. Nadal szukamy kontaktu z innymi, nadal przeżywamy rozmaite uczucia w związku z tym co się dzieje. A dzieje się to, że jest więcej ograniczeń, frustracji, lęku i złości oraz…informacji. Prawdziwych i nieprawdziwych. Jest trudniej. Jaki dziś mamy stosunek do wspólnej przestrzeni? To fakt, że mniej zaśmiecamy naszą planetę w konkretny sposób – skoro nie chodzimy do lasu, to nie rzucamy tam śmieci; skoro nie latamy samolotami, to nie zanieczyszczamy powietrza; skoro sklepy są pozamykane, to zachłanna konsumpcja została ograniczona itd. A jednak doświadczam podobnego zaśmiecenia w przestrzeni publicznej – tym razem medialnej. Wirtualnej. Jest to bardziej dotkliwe, gdy sama mam bałagan w głowie i trudno mi go uporządkować. Na czym stoimy, czego możemy się spodziewać, jakie robić plany na przyszłość? Czy zachorujemy? Czy umrzemy? Czy zostaniemy bez pracy? W stawianiu sobie takich pytań chyba nie jestem odosobniona. Stawiając takie pytania człowiek ma większą tendencję do przeżywania ,,surowych” odczuć i nietrzymania ich w sobie. Z powodu izolacji częściej niż przedtem zaglądam do tej wirtualnej przestrzeni. To naturalne. Nasza aktywność przeniosła się do sieci, nasze emocje także.

Szczególnie ciekawą formą wydaje mi się przesyłanie wiadomości. Bo komentarze i informacje są nie tylko zamieszczane, ale w ogromnej ilości przesyłane („przekaż dalej”, „prześlij do…”, ,,udostępnij”). Robimy to często bez namysłu, bez weryfikacji tego, co czytamy. Myślę o tym jak o grze w „gorący kartofel”. Otrzymujemy takich wiadomości mnóstwo. I…posyłamy dalej. Niektóre są pomocne, wspierające, rozśmieszające. Inne szokujące, wulgarne, histeryczne. Jeszcze inne ckliwe, banalne, sentymentalne. Ich cechą charakterystyczną jest to, że najczęściej są niezweryfikowane przez nadawcę i nie uwzględniają mnie jako odbiorcy. Co powoduje, że znów czuję się jak w lesie sprzed epidemii. Natykam się na śmieci, próbuję je segregować, weryfikować, jednocześnie opanowując uczucia, jakie wzbudzają. W tym celu czytam większość z nich, sama szukam informacji, źródła, któremu mogłabym zaufać. Ciekawy jest ten paradoks, że w czasie, kiedy szczególnie potrzebujemy przemyślanych, sprawdzonych, opartych na faktach wypowiedzi, sami powiększamy chaos informacyjny, przesyłając i udostępniając „wszystkim” ogromną ilość informacji. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że to przesyłanie przynosi również ulgę, wynikającą z pozbycia się niemożliwej do zniesienia niepewności, bezradności, przerażenia, wściekłości – jak „gorącego kartofla”, jak niewygodnych śmieci.

Metafora zaśmiecania dotyczy również frustracji związanej z przykrymi emocjami, takimi jak bezsilność, lęk i złość. Natura człowieka dążąca do przyjemności popycha nas do pozbycia się tych emocji zupełnie nieświadomie i automatycznie. Jak butelek i puszek w lesie.. I może za rzadko nachodzi nas refleksja, że to wpływa na wspólną przestrzeń i ją niszczy. Znamy zdjęcia dryfujących po morzach wysp powstałych z plastików, które niszczą nasz klimat. Być może warto użyć tego obrazu do opisu sytuacji, w której mowa nienawiści, fake newsy i inne rodzaje „śmieci” dryfujących po sieci wpływają na nasz język, na relacje społeczne, a co za tym idzie, na psychikę ludzi i ich poczucie bezpieczeństwa.

Istnieją na szczęście instytucje i ludzie zajmujący się naprawianiem takiego stanu rzeczy.W obszarze środowiska naturalnego są to różne ruchy ekologiczne próbujące uzyskać jakieś przełożenie swoich działań na politykę państw. Natomiast w sferze emocji i relacji międzyludzkich są to psychoterapeuci i psychoanalitycy, którzy zajmują się, między innymi, pomaganiem w przetwarzaniu ,,surowych” uczuć i ,,nieprzetrawionych” myśli. W tym sensie blog ten ma być także próbą „pozbierania” społecznych emocji znajdujących się w przestrzeni publicznej – zrozumienia ich, nazwania, opracowania.

Opisałam własne doświadczenie, próbując je pozbierać, posegregować i przetrawić. Poradzić sobie ze swoim wewnętrznym bałaganem. Potrzebuję umiaru. Jakichś granic. Czytam wiadomości w internecie i wyłączam je, gdy czuję, że mnie przytłaczają. Znów do nich zaglądam, bo chciałabym zorientować się i zrozumieć…

Ile zdołam zebrać śmieci, ile zdołam zdziałać w tej przestrzeni własnej, by nie zaśmiecać tej publicznej, żeby więcej było życzliwości i uwzględnienia innych? Ile zdołamy wytrzymać starań i wyrzeczeń widząc, że nie osiągamy sukcesu, nie zmieniamy wystarczająco tej przestrzeni ani świata? Ile udźwigniemy własnej rozpaczy i przerażenia będąc świadomymi tego, co dzieje się wokół? Pomocne jest, gdy można wziąć w nawias to, co do nas dociera, i zastanowić się nad tym, porozmawiać z kimś o tym, jakoś to rozbroić.

Wstępuje we mnie nadzieja, gdy widzę, jak inni próbują zatroszczyć się o wspólną przestrzeń, również zmagając się z własną rzeczywistością zewnętrzną i wewnętrzną, czyli ze swoimi uczuciami i myślami. Wielki wysiłek dźwigania swoich frustracji, lęków oraz złości i żalu i próba, mimo wszystko, bycia odpowiedzialnym i solidarnym społecznie są nam teraz bardzo potrzebne. Nikt nie zdoła wiele zrobić w pojedynkę. Ale może choć trochę? By uniknąć eskalacji wzajemnych pretensji i oskarżeń, by razem zatroszczyć się o wspólną przestrzeń… Szycie maseczek dla lekarzy, robienie zakupów dla starszych samotnych ludzi, społeczne zbiórki na brakujący sprzęt do szpitali – to bardzo konkretne działania pokazujące solidarność społeczną, to właśnie „zbieranie śmieci”. Segregowanie i utylizowanie. Co motywuje ludzi do takich działań? Czy tak radzą sobie z bezradnością i strachem? Chyba tak – i jest to konstruktywne dla nas i dla innych. A w sieci? Zbieranie swoich myśli i uczuć i podjęcie próby przemyślenia ich, by wyrażać je już jako ,,strawne” dla innych. Taką próbę własnego „przerabiania” wewnętrznego chaosu i nadmiaru podjęłam w tym tekście.

3 Replies

  • Pani Izabelo, bardzo trafnie poruszony temat oraz posób w jaki przeniosła Pani to co na codzień jest nie tak – „śmiecenie”, na to co w tym czasie jest nie tak. Oraz fakt, że te różne „nie taki” są efektem błędnych mechanizmów radzenia sobie i postępowania…wszystko chyba sprowadza się do braku przykładania uważności w działaniu z uwagi na sztuczną bańkę stworzoną ze zbiorowej odpowiedzialności – wszyscy śmiecą, to ja też, wszyscy podają ziemniaka, to ja też – nie zastanawiając się jaka jest tego celowość, konsekwencje a tak naprawdę, jaka jest tego przyczyna- co to wniesie dla mnie, dla innych ? Dziękuję, czuję, że ten tekst przetrawił dla mnie trochę aspektów, z których nie zdawałam sobie sprawy, nie byłam w stanie poukładać w głowie albo po prostu unikałam konfrontacji. Super, czekam na kolejne :))

  • Dziękuję bardzo za ten tekst. Nasunął mi nowa refleksję na temat złości, którą czuję, gdy spotykam tłum ludzi bez maseczek wchodzących na siebie przed majówką w Biedrze. Hmmm, ale ja też tam jestem. Co prawda w maseczce i przed, bo do środka wszedł bardziej hardcorowy mąż. Ale jednak są ONI, i jesteśmy MY. A taka byłam przekonana, że próbuję rozumieć różne postawy i reakcje na tą niezwykłą sytuację.

    Lepiej chyba też rozumiem złość na to, że czuję się zawalona duża ilością własnych i cudzych emocji oraz niezweryfikowanych informacji (pewnych i tak nie ma prawie wcale, więc próbuję segregować tylko te bardziej wiarygodne, od tych totalnie zaśmiecających). Pływam w tym morzu śmieci, żeby cokolwiek zrozumieć, ale nie nadążam z segregacją i czasem też coś wyrzygam w przestrzeń internetu.

    Bardzo trafne to porównanie zaśmiecenia planety, obecnie sieci, do zaśmiecenia umysłu. Z czymś się nie obrabiamy jako ludzie. Czemu mamy taką nadprodukcję i nie nadążamy z przerabianiem? Może ta sytuacja pozwoli zrozumieć, że nie potrzeba nam więcej, tylko mniej.

    Jeszcze raz dzięki.
    Jo Ves

  • Bardzo interesujący tekst. Nasunął mi taką refleksje, że żyjemy w czasie, w którym trudniej jest zachować poczucie równowagi pomiędzy przestrzenią indywidualną a wspólną. Zawsze istniało między nimi jakieś napięcie ale było ono wpisane w pewne wspólne przekonania jak demokracja, indywidualizm, rozwój, edukacja, nauka itp. Obecnie te wspólne przekonania stają się mniej wspólne, do tego dochodzi poczucie zagrożenia z zewnątrz: wirusem, chaosem, manipulacją, agresją, różnymi formami przemocy itp. Stąd równoczesna potrzeba wycofania aby robić swoje i potrzeba wyjścia na zewnątrz aby tej indywidualnej przestrzeni bronić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *